InVitro-Group
Nowości DJ's Galeria Sets Współpraca

Relacja z Audioriver 2010

Galeria na Facebook'u

Piątek 6.08.2010

Do Płocka już czwarty raz zawitała reprezentacja InVitro-Group. Zaopatrzeni w kurtki przeciwdeszczowe i dobre nastroje dobiliśmy do Płocka pierwszego dnia festiwalu. Biorąc pod uwagę fakt, iż od początku roku większość miejsc w pensjonatach była już zajęta zdziwił nas niezbyt duży tłok na ulicach miasta oraz pojedynczy ludzie z bagażami na plecach. Zakwaterowanie, szybki posiłek, taxi i ani się obejrzeliśmy wchodziliśmy na teren festiwalu przez górne wejście od strony skarpy, które pokazał nam miejscowy Pan Żul zarabiając tym przysłowiową złotówkę.

Festiwal Świata Niezależnego został przywitany w piątek deszczem, wichurą i błyskawicami. Wiele osób zastanawiało się czy da się uratować scenę, na której ekipa techniczna zabezpieczała sprzęt przez zamoknięciem.. Ludzie znajdujący się już na terenie festiwalu szukali schronienia w namiotach, pod parasolami a nawet w Toi Toi’ach. Teleportowaliśmy się do Hybrid Tent, gdzie tej nocy królować miały połamane beaty i tam spędziliśmy większość piątkowej edycji Audioriver.

Gdy tam dotarliśmy, Starkey już zdążył wkręcić ludzi w nurt dubowego brzmienia, wyszło mu to całkiem nieźle, przy zróżnicowanych dub stepowych dźwiękach zebrało się całkiem sporo ludzi. Bogowie w tym czasie zdecydowali się na ingerencję w zmianę aury i niebo nad Płockiem wypogodziło się. Ludzie mogli swobodnie rotować pomiędzy wszystkimi scenami. Przed wejściem głównym stworzyła się kolejka, a strefa alkoholowa wypełniła się smakoszami złocistego trunku, którzy to smakosze mogli spocząć pod parasolami nowego sponsora Audioriver.

Kolejne dwa występy w Hybrid Tent nie przyniosły spodziewanego efektu. Zarówno The Quemists jak i Sub Focus zagrali można by rzec komercyjnie. Znając ich występy i sety można by się spodziewać, iż usłyszymy dużo zróżnicowanego brzmienia , zamiast tego zostaliśmy uraczeni w większości ich własnych produkcją.

W tym czasie na Main Stage progresywną potrzebę widzów zaspokajało Way Of West, które zebrało mnóstwo pozytywnych opinii po swoim występie. Następny na scenie głównej pojawił się zespół, który zdążyliśmy poznać na festiwalu Audioriver już w 2007 roku. Na Hybrid live czekało wielu. Ich występ obfitował w żywe dźwięki i wokale, które fani doskonale znają z ich ostatniej płyty Dissapeer Here.

Powrót do „połamanego” namiotu okazał się strzałem w dziesiątkę gdyż tam już czekało na nas dub stepowe orzeźwienie serwowane przez Plastician. Moc wykręcanego basslineu przeszywała nasze kory mózgowe we wszystkie możliwe kierunki. To właśnie był set, na który czekaliśmy cały wieczór. Wszystko wydawało się być perfekcyjnie zgrane a klimat dobrany tak aby zniszczyć naszą świadomość od samego początku, następnie dać jej kilka minut na regenerację, tylko po to, aby znów dokonać mózgodestrukcji. Już zaczęliśmy się bać kolejnego występu, ponieważ kolejny na ruszt szedł nikt inny jak NOISIA. Początek świetny, reprezentant NOISIA wiedział jak dogodzić publiczności Świata Niezależnego. Niestety dla nas piękna bajka tego seta skończyła się po ok. 30 min po MachineGun. Spodziewaliśmy się dźwięków z piekła rodem, mocy, która rozedrze ziemię pod sceną, zmiennego tempa i pomieszania stylów. Otrzymaliśmy natomiast kolejną porcję znanych nam wcześniej utworów Noisii i poczuliśmy się jak na szkoleniu Junkersa, gdzie producent przez całe popołudnie gada tylko o swoim produkcie.

Zrobiliśmy sobie krótką przerwę po czym udaliśmy się na „lożę VIP”, czyli na skarpę nad Toi Toiami, gdzie najlepiej słychać było grający już Simian Mobile Disco. Podczas tego występu padły ostre słowa krytyki, zabrzmiały numery, które dotychczas kojarzyły nam się jedynie z dyskotekami techno jak np. Len Faki. Tej nocy czuliśmy ogromny niedosyt. Nie tego spodziewaliśmy się po Audioriver, który poprzednimi edycjami przyzwyczaił nas do inspiracji, „nowych” artystów, nieznanych dźwięków, lub nieprzewidywalnych setów . Zdecydowanie zabrakło tego piątkowej nocy - wracaliśmy ze spuszczonymi głowami pełni obaw co przyniesie następna noc...



Sobota 7.08.2010

Czymże bybyła na Audioriver bez „niezależnej starówki”? Już od wczesnych godzin południowych ludzie zbierali się pod sceną i namiotami na rynku w Płocku. Wszechobecne chmury, przez które z trudem próbowało się przebijać słońce niczym noworodek z łona matki, nie odstraszyły uczestników festiwalu od zabawy w fontannie.

W tym roku niewątpliwie, ktoś wykazał się kreatywnością wrzucając płyn do kąpieli lub szampon w środek tryskającej wody, co spowodowało, iż fontanna mocno się „wpieniła”. Piana na środku rynku stała się niewątpliwie największą atrakcją dla ludzi w fontannie.

Podczas gdy na scenie występowali artyści, w namiotach firmowych można było kupić gadżety, obejrzeć sprzęt, nagrać własnego seta, a w przerwie w muzyce wziąć udział w warsztatach muzycznych Red Bull Music Academy.

W dzień dokładnie widać ludzi, którzy przyjechali na Audioriver. Każdy z nich ma swój styl, każdy jest niewątpliwie indywiduum w kwestii wyglądu jak i zachowania, lecz wszystkich łączy jedno – miłość do dźwięku. Tutaj nie ma miejsca na prężących się karkoćpunów, ludzi szukających zaczepki czy kurczaków z rożna w białych kozaczkach. Do Płocka przyjeżdżają ludzie otwarci, tolerancyjni, dbający o kulturę.

Wieczór okazał się mroczniejszy niż kiedykolwiek. Klątwa załamania aury wisiała w powietrzu, gdy podczas koncertu Noviki niebo popłakało się ze wzruszenia. Bogowie znów okazali się łaskawi dla Świata Niezależnego, deszcz ustąpił po kilkunastu minutach i już nie pojawił się aż do końca festiwalu.

Nie bacząc na warunki, w sobotę znów sprytnie czmychnęliśmy do naszego ulubionego namiotu Hybrid, gdzie zastał nas set Akaone – może i słaby technicznie, ale za to w fajnym klimacie downtempo , chillout. Zaraz po nim oczekiwany przez nas Harper , który wyśmienicie rozgrzał cały namiot wytwarzając przeciwny biegun pola magnetycznego, który przyciągnął pod scenę wielu słuchaczy. Namiot był już niemal pełen. Następny występ dBridge & Instra;mental reprezentujących RBMA okazał się strzałem w dziesiątkę! Wraz z ich dźwiękami wlał się miód w nasze serca . Oryginalne żywe dźwięki i nienagannie zagrany technicznie set był bardzo miłym zaskoczeniem dla nas. Nie opuściliśmy również live’a Laurent Garnier. Tutaj również na jaw wyszło nasze niedokształcenie i brak wiedzy o wykonawcy, gdyż spodziewaliśmy się dyskotekowego live’a z ablethona, a zastaliśmy tam saksofonistę i trębacza. Dało się usłyszeć nawet dub step w ich wykonaniu! Całkiem ciekawy koncert, który zgromadził komplet widzów przed sceną, za sceną oraz nad sceną (na skarpie). Teleporting do namiotu Circus i już jesteśmy na secie Plastikmana – teraz już było jasne dlaczego w tak dużym namiocie zostało tak mało miejsca dla bawiących się ludzi.. Richie miał ze sobą osobną scenę uplasowaną za sceną ogólną. Niesamowite show w wykonaniu Hawtina przy minimalistycznych dźwiękach było ozdobą festiwalu. Ludzie w namiocie już się nie mieścili, znaczna część obserwowała występ stojąc przed namiotem.

SPOR – Nie zagrał live acta. Nie zagrali z nim również żadni muzycy, żadne instrumenty, nie miał specjalnie wybudowanej dla siebie sceny, ani oszałamiającej wizualizacji. Był po prostu on sam ze swoim repertuarem przed pełną plażą, jak i zapełnioną ludźmi skarpą czekającymi wyłącznie na niego. Set składający się głównie z jego numerów, po prostu wymiótł wszystko i wszystkich grających przed nim. Ludzie bawiący się na plaży popadli w całkowitą euforię, szał i kult brytyjskiego wykonawcy (my również). To było istne trzęsienie ziemi. Można było dostrzec ludzi bawiących się w całkowitym amoku jak i z uśmiechniętymi twarzami. Miałem wrażenie jakby cała plaża podskakiwała w mozaicznym rytmie. Spor otrzymał zasłużone wynagrodzenie za swoje kultowe produkcje. Po jego występie publiczność nagle ‘wytrzeźwiała’ i plaża się przerzedziła, lecz organizatorzy zadbali o to aby tuż nad ranem spadł ostatni grom połamanych beatów z nieba nad Płockiem.

Na scenę wszedł Xilent! Jeden z mocniejszych setów podczas tego audioriver, doskonale poskładany, tworzący niesamowity klimat przy słońcu wracającym z dalekiego wschodu.. Po jego secie scena zamilkła, oczywiście nie obyło się bez bisu. Dla nas sobotnia noc zakończyła się wraz ze śmiercią Main Stage.. Sobota dała nam porządnie w kość. Nasze umysły nie będą w stanie funkcjonować na normalnych obrotach przez najbliższe dwa tygodnie. Sobotni zastrzyk dźwięków okazał się tym, na co czekaliśmy cały rok, czego spodziewaliśmy się po Audioriver, tym co nas przyciągnęło do Płocka...

umt.pl icefm.pl kluboterapia.pl umt.pl t-pl.pl Triebwerk
Kontakt